Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reszta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reszta. Pokaż wszystkie posty

Byłam :) było superaśnie. Jak policzyłam to był już czwarty raz, ale po dłuuugiej przerwie, bo po 9ciu latach. Tym razem pojechaliśmy z Młodym :)

















Wbrew moim obawom latorośl była zachwycona :) Rośnie nam młody puncur. Powiem tak - muzyka i atmosfera - rewalacja :) Każdy znajdzie dla siebie coś fajnego :)

Zmieniałam serwer i nie mam pojęcia dlaczego wyrzuciło mi kilka postów, nie mówiąc już o świątecznych życzeniach... Pozostało mi więc życzyć tylko Szczęśliwego Nowego Roku :)


Zrobione jakiś czas temu, na potrzeby konkursu o jesieni. Strasznie mi się podoba, postanowiłam więc się z Wami nim podzielić.

Uruchomiłam rysunkowy blog z pracami Kacpra, który jak każdy mało obiektywny rodzic uważam jest genialny i pięknie (nie po mamie niestety) rysuje. Poza scanami rysunków postaram się również obfocić kilka jego przestrzennych prac.


Zapraszamy do lektury

Postanowiłam wysłać przepis na naturalny kosmetyk na konkurs organizowany przez Lawendowy Dom. Teraz na półkach sklepowych pełno jest wszelakich kosmetycznych specyfików, ale pamiętam czasy, gdy to moja Babcia i Mama "sprzedawały" mi przepisy na naturalne kosmetyki. Jeden z moich ulubionych (choć nieco zmodyfikowany właśnie wysłałam)

 Potrzebujemy miód,
olejek migdałowy
wiórki kokosowe
oraz brązowy cukier.
Proporcje dowolne :) Całość mieszamy i zużywamy.
 Cukier i wiórki działają jak peeling, a miód nawilża oraz wygładza naszą skórę. Uwielbiam to :)

Rany, tak strasznie dawno temu tu zaglądałam, że aż mi wstyd. Powstałe twory nawet nie zdążyły paść ofiarą fotoaparatu a już oddawane były w oczekujące ręce... Może teraz, gdy mam wszystko w miarę ogarnięte uda mi się wykroić czasu na tyle dużo, że zdążę obfocić co nieco.
   
vintage zamotka
Tymczasem, w galerii wrzucam zdjęcia co niektórych zamotek, robionych przez moją niesamowitą Kuzynkę A. Zamówienia mile  widziane ;)

Trzymać szydełko nauczyła mnie moja Mama i Babcia. Nie jest to moje ulubione narzędzie,ale czasami wyciągam je z magicznego pudełka, wywlekam pudła z włóczkami. Wczoraj miałam "wolne" od chłopaków (dziś zresztą też, bo pławią się cały dzień na basenie). Postanowiłam więc wypróbować pewien pomysł na zamotki nieco inaczej. Ameryki raczej nie odkryłam, ale wielką frajdę miałam :)
Broszka oczywiście z guziolem
 Szaro czerwona wersja
 Szaro czerwona z broszką
 W odcieniach zieleni
 Jasno zielona z broszką
Dodam jeszcze, że wielką frajdę z moich robótek miał KOT... rozmotał mi brązowy kłębek...

Mikołaj uznał, że byłam grzeczna i pod choinką znalazłam piękną zamotkę. Wiem, że zamotała ją moja Kuzynka (jeszcze raz wieelkie dzięki). Niedawno miałam okazję zobaczyć, jak motała mi kolejną (jakoś nigdy nie wpadłam, że to jest takie łatwe) no i postanowiłam zrobić sobie sama - pierwsze koty za płoty... efekt poniżej... zdjęcia niestety nie oddają w pełni kolorystyki (sznurki są brązowe i ciemno fioletowe).
   

W tym roku z powodu wielkich zmian zostajemy na Święta w Warszawie. Ale są tego plusy :) ominie mnie raisefiber, która zawsze mnie dopada na początku grudnia. Mamy nawet ubraną choinkę, bo w poprzednich latach nie zawsze nam się udało ją ubrać, poza tym nie bardzo był sens, skoro nie było nas w domu. A tak drzewko pachnie, sypie igiełkami. Wprowadziliśmy nią w lekkie osłupienie naszego Kota :)
Korzystając z okazj, że mam chwilkę na zasiądnięcie do komputera pragnę wszystkim Zaglądaczom złożyć świąteczne życzenia.
Do Siego Roku :)

Ależ się u mnie dzieje...
Sklep paluszkami.pl zmienił właściciela. Ciężko mi z tym, bo przecież powstawał od zera. Włożyłam w niego mnóstwo czasu i serca. K. mówił, że traktuję go niemal jak dziecko - coś w tym jest ;)
Ale po 4,5 roku przyszedł czas na zmiany. Oczywiście korzystne :) Nowym właścicielom życzę wszystkiego najlepszego.
Oczywiście nie spoczęłam na laurach. Nadal kontynuuję niektóre z moich projektów, np.: Kreatywne Dzieciaki, które liczę, staną się bardziej znane i popularne. Poza tym wróciłam do pracy na fajnych warunkach, ale najważniejsze dla mnie jest to, że mogę wykorzystać zdobytą w Paluszkami.pl wiedzę.
Jak mówił Seneka "wiem, że nic nie wiem" - uczymy się przez całe życie.
Rozpoczynając tę nową drogę mam nadzieję, że będę miała więcej czasu dla rodziny i moich pasji. Ostatnio w ogóle nie kartkuję, nie tuszuję. Tęsknym okiem tylko spoglądam na warsztacik.
Zbliżają się Święta, czasu coraz mniej, a prezentów nie przybywa. Pomysłów też - czarna dziura... muszę wziąć się w garść.

Pozdrawiam Zaglądaczy.

A na koniec jak zwykle komunikat o kociaku ;)
Mohito zastała przechrzczona na Misiafkę, bo nazwa nie była pedagogiczna ;) Nadal szuka domu, K. coraz bardziej traci cierpliwość, Kot nie chce się z nią zaprzyjaźnić. Niby już nie atakuje, ale fuka i prycha. A ona taka słodka jest. Zresztą, sami zobaczcie:

Uwielbiam jesień... kiedy świeci słońce, czerwone liście padają do stóp, świszcze wiatr... Na szczęście u mnie właśnie taka jesień za oknem, więc na razie wszystkiego mi się chce :)
Swoją drogą, podobnie jak niektóre z Was otworzyłam sezon na Boże Narodzenie - na razie nie kartkowy ale powoli przygotowuję prezenty dla najbliższych choć właśnie dowiedziałam się, że raczej w tym roku się z Nimi nie zobaczę... Na razie staram się o tym nie myśleć, żeby nie złapać doła i nadal pracuję w zespole z moją maszyną do szycia :) Tak więc poniżej uchylę rąbka tajemnicy (mogę, bo ewentualni odwiedzacze pod choinką znajda coś innego ;))
W pierwszej odsłonie Tildowe Janielice - w sumie mam ich już 5, przy czym pierwsza znalazła dom :)
A teraz raport o kotkach... Niestety, maluchy miały zapalenie płuc i najsłabsza, ruda kotka nie dała sobie z nim rady... Strasznie ciężko to przeżyłam - w efekcie K. powiedział, że pierwszy i ostatni raz przygarniamy do siebie na tej zasadzie zwierzaki, bo On nie poradzi sobie więcej z takim ładunkiem emocji... 
Ale wczoraj, do nowego domu wyprowadziła się Lila - szara, podobna do kociaka z reklamy Whiskasa kotka. U nas pozostała Mohito - słodycz w prążkowanych leginsach ;) Chętnych zapraszam - mała jest zdrowa, odrobaczona, nauczona przytulania i w pełni samodzielna - potrafi jeść i korzystać z kuwety. 
I obłaskawiła Kota - pozwala się jej do siebie przytulać :)
 Tu jeszcze dwa maluchy.
 Mohito znalazła sobie odosobnione miejsce do spania - w łazience, obok kuwety, przy gorącej rurze... Położyłam jej ręczniczek, ale mimo wszystko tak mi jej trochę szkoda... Ale za to gdy pracuje przy komputerze, kładzie się mi na kolana.

Maluchy dotarły, choć okazało się, że zostały już tylko trzy. Mamy więc jednego kotka i dwie dziewczynki. Od razu odwiedziliśmy naszego weterynarza, gdzie kluseczki zostały obejrzane i odpchlone.
Wcześniej przygotowałam dla nich schronienie - pożyczyłam wielką klatkę po króliku - tak na wszelki wypadek, gdyby Kotu zachciało się polowań. Mamy tez specjalne mleko zastępcze i pipetę, a kociaki bardzo szybko załapały o co chodzi.
Tak jak się spodziewałam Maksior pełzająco piszczące tłumoczki przyjął do rodziny, Kot natomiast jest na mnie śmiertelnie obrażony. Syczy, prycha nawet mnie unika - bo przecież pachnę konkurencją (swoją drogą chyba się wystraszył, że chcę go wymienić i zaczął korzystać z kuwety ;)
A na koniec porcja zdjątek. Ruda kotka ma już domek. Los jej rodzeństwa jeszcze do końca się nie rozstrzygnął - może ktoś przygarnie?
 Inwazja na Maksiora
I wkurzony Kot

A teraz mniej radosne informacje/ ogłoszenie. We wsi obok naszej rodziny okociła się kotka. Kociaki wczoraj miały jakieś 3-4 dni i miały zostać... zamordowane. Ponegocjowałam trochę i mam po mnie wrócić za dwa tygodnie. Do tego czasu będą miały prawie 3 tygodnie. Szukam dla nich domu. W chwili obecnej są cztery - mam nadzieję, że przetrwają wszystkie. Poniżej kilka fotek - mama była na polowaniu więc nie protestowała, a ja starałam się szybko skończyć sesję... 
Mam nadzieję że uda mi się dla nich znaleźć dom - ja niestety nie mogą - mam psa i kota i alergię, a podejrzewam, że dwa koty to będzie za dużo nawet dla mojego nosa...