Swoją drogą, podobnie jak niektóre z Was otworzyłam sezon na Boże Narodzenie - na razie nie kartkowy ale powoli przygotowuję prezenty dla najbliższych choć właśnie dowiedziałam się, że raczej w tym roku się z Nimi nie zobaczę... Na razie staram się o tym nie myśleć, żeby nie złapać doła i nadal pracuję w zespole z moją maszyną do szycia :) Tak więc poniżej uchylę rąbka tajemnicy (mogę, bo ewentualni odwiedzacze pod choinką znajda coś innego ;))
W pierwszej odsłonie Tildowe Janielice - w sumie mam ich już 5, przy czym pierwsza znalazła dom :)
A teraz raport o kotkach... Niestety, maluchy miały zapalenie płuc i najsłabsza, ruda kotka nie dała sobie z nim rady... Strasznie ciężko to przeżyłam - w efekcie K. powiedział, że pierwszy i ostatni raz przygarniamy do siebie na tej zasadzie zwierzaki, bo On nie poradzi sobie więcej z takim ładunkiem emocji...
Ale wczoraj, do nowego domu wyprowadziła się Lila - szara, podobna do kociaka z reklamy Whiskasa kotka. U nas pozostała Mohito - słodycz w prążkowanych leginsach ;) Chętnych zapraszam - mała jest zdrowa, odrobaczona, nauczona przytulania i w pełni samodzielna - potrafi jeść i korzystać z kuwety.
I obłaskawiła Kota - pozwala się jej do siebie przytulać :)
Tu jeszcze dwa maluchy.
Mohito znalazła sobie odosobnione miejsce do spania - w łazience, obok kuwety, przy gorącej rurze... Położyłam jej ręczniczek, ale mimo wszystko tak mi jej trochę szkoda... Ale za to gdy pracuje przy komputerze, kładzie się mi na kolana.
0 komentarze:
Prześlij komentarz