Czytam :) K. Okazał się domyślny i mam wszystkie 4 części :) nie ma mnie dla nikogo, zarwałam już dwie noce. Została mi ostatnia część, ale na szczęście jutro mogę dłużej pospać :) Powiem tylko, że film to betka. Książki to dopiero treść. Cała opowieść nabrała teraz nowego znaczenia.
Nie wiem jak inni, ale ja mimo tego, że nie jestem sama (ba, nawet zakochana jestem w K.), jest Misialdo i otacza mnie mnóstwo ludzi z którymi łączą mnie bliższe lub dalsze więzi mam wrażenie, że jestem sama. Mimo możliwości porozmawiania o różnych trapiących mnie sprawach, czasami dopada mnie nieumiejętność rozmawiania/ przekazania innym tworzących się w mojej głowie myśli. Nie jakaś tam melancholia czy wiosenne smutki. Po prostu. Chyba nie potrafię tego wytłumaczyć... Taka specyficzna trawiąca od środka samotność. Mam tylko wielką nadzieję, że K. nie zrozumie tego opatrznie. Pewnie jestem jakaś nieprzystosowana ;)
Można się śmiać - ze mnie oczywiście. Nie jest tajemnicą, że lubię fantastykę. Jakoś tak wyszło, że to najulubieńsza moja gałąź literatury, którą pochłaniam w ilościach wprost nieprzyzwoitych. Mówię tu zarówno o książkach kosmiczno-cybernetycznych jak i fantasy od Tolkiena poczynając a kończąc na Patricii Briggs. Uwielbiam też takie kino poza horrorami - nie lubię się bać, a na dodatek po seansie oglądanym z=spod poduszki boję się gdziekolwiek chodzić sama - może to utrudniać życie, szczególnie zimą ;) Tak czy inaczej generalnie jestem na bieżąco jeśli chodzi więc o nowości rynkowe. Generalnie :) Jakiś czas temu K. wyciągnął mnie do kina na film z Keanu Reevs'em (tytułu już nie pamiętam ) taki fantastyczno-katastroficzny film - nawet mi się podobał. Pamiętam też, że przed filmem leciały zajawki do horroru Zmierzch. Zakodowałam, że to horrorom i omijałam. Nie skojarzyłam nawet tytułu książki, którą miałam w ręku ale za to wydawało mi się, że to kontynuacja Wywiadu z wampirem. Och, jakąż straszną pomyłkę wówczas popełniałam! Nieoczekiwanie, z okazji majówki pojechaliśmy w rodzinne strony naładować baterie wyczerpane ostatnimi czasy. Po spotkaniu z moją kuzynką uległam namowie i obejrzałam film (pod kołdrą, żeby nie obudzić Misialda i teściowej). Na drogę dostałam nawet płytkę do posłuchania. I normalnie na stare lata popadłam w zafascynowanie bliskie obłędowi filmem. Masakra! Na szczęście TYLKO filmem. Fabułą, treścią, klimatem, muzyką (nie mylić z aktorami :)) W efekcie uprosiłam K. na spóźniony prezent w postaci książki - mam tylko nadzieję, że kupi więcej niż jedną a co najważniejsze zacznie od pierwszej :) choć mogę się spodziewać wszystkiego. No to się przyznałam :) A co mi tam.
Ktoś niedawno zarzucił mi, że scrapbooking nadaje się do robienia samych duperelków. Może jest w tym trochę prawdy, ja natomiast staram się obalić tę tezę tworząc przedmioty codziennego użytku. Dowodem tego jest publikowana już wcześniej zawieszka informacyjna na drzwi sklepu oraz słoiki na słodycze i ciasteczka. Natomiast teraz potężna wrzutka breloczków:
Subskrybuj:
Posty (Atom)