Wakacje właściwie się skończyły... Przynajmniej wg pogody, która nas nie rozpieszcza. W ramach testowania foliowych baz zrobiłam takie oto trzy zakładeczki. Dla zainteresowanych, do kupienia w Decobazaarze.
 a z tyłu są podklejone papierem w różnych kolorach, dla przykładu jedna z nich:
 Technika? Baza ze Srapińca, obrazek z zasobów, klej do decu na szkle, tusz, i gruby papier czerpany. Niebawem foto-kurs na paluszkowym blogu.
 
A teraz opowiastka :) Kiciol z racji naszego zamieszkania w bloku nie jest wychodzącym na dwór kotem. Teoretycznie. Ale jako, że przy każdym wyjściu Maksa na spacer Kot miaukotał z zazdrości, kupiłam szeleczki i smycz. Trochę ruchu przyda mu się, bo po ostatnich chorobach przytył. No więc, gdy Kot chce iść na dwór siada pod drzwiami i miaukocze. Robi tak w dzień, nocą niestety też mu się zdarza. Na podwórku Kot próbuje polować na okoliczne gołębie i ew. rzuca się na próbujące się zapoznać z nami psy... Po kilku nie przespanych nocach, postanowiłam wychować Kota. Wyglądałam deszcze prawie z utęsknieniem :) No i dziś nadeszła taka chwila, że Kot ubrany w szeleczki rozpędził się z klatki na betonik... a tu... zimno i mokro pod łapkami... ale na dodatek coś na głowę kapie... Oburzony i zniesmaczony wycofał się pod daszek, pomyślał, podumał i z miauknięciem cofnął się do domu. Teraz śpi, a gdy potrząsam jego smyczą udaje, że nie słyszy i nie rozumie o co mi chodzi :) Może dzisiejszą noc prześpię bez koncertów ;)
EDIT: jeden z moich ulubionych filmów o kotach:

Wow, ale długo tu nie zaglądałam... nie znaczy to, że przez ten czas się obijałam :) nie miałam czasu o tym pomyśleć. Powstało kilka prac, ale robione były na wczoraj, nawet nie zdążyłam ich porządnie obfocić. Trudno.
Poza tym mamy półmetek wakacji. Zdążyłam się wybyczyć przez tydzień w górach - urzeczeni klimatem i widokami wróciliśmy w tym roku w okolice Szklarskiej Poręby. Najchętniej bym się tam przeprowadziła...
Uwielbiam tamtejsze powietrze i wszechobecną zieleń. W tym roku postawiliśmy na łażenie - zabytki zwiedziliśmy w zeszłym roku. Polecam, naprawdę :)
A teraz realizuję kilka kolejnych projektów, trochę piszę (po pierwszych recenzjach usłyszałam, że ma się pocić nad tym dalej, więc mniemam, że to nie gniot).
Jakiś czas temu uszyłam koleżance królika. Wczoraj robiłyśmy sesję zdjęciową, na potrzeby jednego z projektów. I tu pytanie. Jak można dać jej na imię? Na razie roboczo nazwałyśmy ją Muffy.