Teoretycznie miałam tu nie zaglądać, ale jakoś nie mogę się oprzeć...
Dojechaliśmy... wyjazd o 18:30, na miejscu byliśmy około 4:30. MASAKRA.
MiauKot tylko przez chwilę napawał się wolnością i towarzystwem Maksa. Po kilku minutach zaczął zwiedzać pozostałą część samochodu. W efekcie pozostałą trasę spędził w klateczce, ku wielkiej uciesze naszych uszu, nerwów, itd. Tyle o miauKocie.
Moja rola poza tym, że jechałam niczym księżniczka była prosta - nie dać zasnąć K. :) Tak więc, poza opowiadaniem dowcipów (znam jeden, bo drugi zapomniałam i przez pół trasy usilnie wysilałam szare komórki celem przypomnienia sobie treści) Odgadywaliśmy tablice rejestracyjne mijających nas samochodów. Gdzieś w okolicach Mławy trafiliśmy na śnieżycę i nie było już tak fajnie. Ale samą siebie przeszłam mniej więcej na trasie Olsztynek - Ostróda. W okolicy tej jest kilka pięknych, pełnych zakrętów odcinków szosy. Pięknych w ciągu dnia i latem, w nocy, z zaśnieżoną szosą mniej pięknie. W każdym bądź razie na odcinkach leśnych zawsze wypatruję zwierzaków - żeby ostrzec w porę przed jakimś samobójczym zającem, dzikiem - nie żeby to coś dało, ale z przyzwoitości :)
No więc jedziemy sobie, prędkość zawrotna 60 km/h lub coś kolo tego. Nagle z radosnym zdziwieniem krzyczę  - o, sarenki! - K. po hamulcach, nerwowo zaczyna się rozglądać. Po chwili ciszy zabita jego spojrzeniem cicho dodaję - tam sobie stały - K myślał, że mu na drogę wybiegły...
A teraz wymyślam czym uraczyć Babcię, wujków i K. z Misialdem w Wigilię :) Mam gościnne występy w kuchni Babci. A nie zabrałam notesu z przepisami. Ale na pewno coś wymyślę. Muszę tylko zapomnieć o maku, jabłkach, karpiach - nie cieszą się popularnością wśród niektórych biesiadników... MASAKRA

Tymczasem pozdrawiam z zaśnieżonego Słupska.

PS - widziałam morze :) przez 5 sekund, ale zawsze ;) Czekam na K. wtedy pojedziemy na normalny, długi spacer...

Pakuję się... tzn usiłuję, ale jakoś mi to nie wychodzi. Mimo tego, że nasz bagażnik jest dosyć pojemny, tym razem nie chce się rozciągnąć i wchłonąć, tego, co przygotowałam do zabrania. Siedzę więc nad stertą nie wiadomo czego... i staram się znaleźć natchnienie. Jedynym pocieszeniem dla mnie jest fakt, że naładuję bateryjki. Wśród rodziny, nad morzem... tylko ten dojazd jest straszny... miauKot będzie na bank miaukotał przez całą drogę oburzony faktem zamknięcia go w klatce - zastanawiam się, czy nie puścić go luzem razem z Maksem za kratką... sprawdzimy, może będzie się milej podróżowało. Misialdo cały czas zmienia listę zabawek do zabrania... do mojego plecaka zabrałam mu flamastry, ołówek i zeszyt do rysowania - podstawa :)
No to posmęciłam troszkę :) uciekam się pakować dalej.

A ponieważ nie jestem pewna, czy uda mi się połączyć z netem na wyjeździe chciałam złożyć serdeczne życzenia świąteczne wszystkim obserwującym odwiedzającym, czytającym :) Dziękuję bardzo, że jesteście ze mną.



Ostatnio opływam w zlecenia zakładkowe. Cieszy mnie to bardzo, bo są dla mnie wyzwaniem :) Tak, tak, zwykłe zakładki. Ten lubi tonacje fioletu lub, róż, tamten grafiki, tamten retro, siamten coś innego. W ten sposób staram się dostosować, a czasami nie jest łatwo :) Mam więc nadzieję, że zleceniu sprostałam:

Temat pierwszy: retro. Wykorzystałam papier ze sklepu scrap.com i brązowe kwiatki również od nich.


 
Temat drugi: grafika. Wykorzystałam więc mojego ulubionego Siudmaka. Znany jest głównie z wielkoformatowych, surrealistycznych tematów, ale tym razem na warsztat poszły czarno-białe grafiki. Jako podkład użyłam oklejoną gazetą tekturę. Całości dopełnia czarny tusz Distress oraz rozrzucone przypadkowo czarne ćwieki. Ponieważ zakładka jest "męska" nie ma w niej dyndadełka ;)
 

  
Temat trzeci: coś dla sympatyki fantastyki. No i tutaj znowu wydawałoby się łatwizna.  Na szczęście dostałam świeżą dostawę papierów. Wypróbowałam więc papier z motywem pajęczej sieci oraz prace Yerki. Całość jak zwykle poszarpana na brzegach. To kolejna męska zakładka, więc tutaj również nie ma dyndadełka.


 
A na koniec ostatnie właściwie prezenciki dla moich bliskich zapakowane w pudełeczka. Inspiracją do ich powstania był kurs Mirabeel.
 



Tym razem ładniej sfotografowane. Dostawa filcu była, ale w kolorze ecru już wykorzystałam. Za dni parę więc pokażę zdjęcia czekoladowych tworów, a na razie:










A poza tym smutno mi :( Wczoraj był ostatni dzień funkcjonowania stacjonarnego sklepu Paluszkami.pl. może miejsce nie to, może za wysoki czynsz. Z wielkim żalem musiałam go zamknąć. Ale nie oznacza to na szczęście końca sklepu internetowego, króry nadal funkcjonuje i ma się całkiem dobrze :). Niedlugo po Nowym Roku ponownie ruszą warsztaty scrapowe, na razie czekam na otworzenie pewnego miejsca :)

Nikomu nie udało się złapać licznika z nr 5000 (przynajmniej dotychczas nie dostałam takiej informacji)
W związku z tym, że dostałam informację od dwóch osób które były blisko, obie dostaną upominek :) za wytrwałość i udział w zabawie.


Poproszę o adres, pod który mogę go przesłać :)

A ponieważ bardzo podobają mi się tego typu zabawy, spodziewajcie się niedługo czegoś nowego. Pewnie już w nowym roku :)

Mam w domu akwarium. Duże, jest pochłaniaczem czasu dla K i miłym dla mojego obrazkiem.
Od paru dni Misiak prosił, aby w jego pokoju również zamieszkały rybki... Na szczęście malutkie akwarium w domu się znalazło. Na wyraźną prośbę Misiaka dokupiliśmy zjadliwie zielone kamyki oraz gumową roślinkę imitującą ukwiał. Wpuszczone rybki czują się pewnie jak w jakimś psychodelicznym filmie, ale niech już tak będzie.
Z powodu Kota, akwarium stanęło w takim miejscu, z którego nie można nic wygarnąć łapką, zanurkować tudzież robić innych pasjonujących zwierzaki czynności. W efekcie Kot siedzi przed akwarium jak przed telewizorem, od czasu do czasu próbując swoich sił z nim :)




...im więcej ich robię, tym ładniejsze mi wychodzą. Najgorsze jest to, że nie mam już filcu :(
 
Duży zestaw jest na zamówienie:


 
A oto jeden z upominków dla osoby, której uda się złapać licznik:


Patis ma dobry humor i rozdaje :)