Nareszcie skończyłam. Prezenty dla synków mojej kuzynki jadą kurierem pod choinkę. Mam nadzieję, że się spodobają - maluchy raczej nie docenią :) - może za parę lat.









ida Święta... wszędzie to widać. w sklepach (niestety) szaleństwo się zaczęło, na forach i blogach tez już pojawiają się bombki i inne ozdoby... a mnie jakaś niemoc dopadła. Ani pomysłów ani chęci do zrobienia czegokolwiek...

ale zmuszę się do zrobienia prezentowych skrzynek dla chłopaków. W sobotę mam wielki plan otworzyć produkcję piernikowych ozdób - nie mam jeszcze pojęcia co z tego wyniknie, mój 3,5 letni pomocnik już się nie może doczekać, a ja zaczynam mieć wątpliwości :)

Kilka fotek :) nareszcie


Tworzą się kolejne przedmioty, brakuje mi powoli miejsca do upychania ich. Zdjęcia... ech ten mój aparat....

Ale w między czasie kończę nowe moje "wielkie" dzieło - sklep z wzorkami. Wiele z malowanych przeze mnie przedmiotów można zdublować, postanowiłam więc otworzyć sklep z takimi wzorkami. Są zdjęcia dotychczasowych prac, a jak klient będzie chciał zamówić jakiś przedmiot, to po prostu zamawia - ja maluję i wysyłam. Mam nadzieję ze się sprawdzi taka zasada/ idea.

Niemoc twórcza zdarza się chyba każdemu, choć z tym można sobie poradzić :) np napychając się czekoladowym ciastem ale zgon komputera to już PROBLEM. no i właśnie siadł nam komputer - na szczęście znalazłam przyczynę, teraz trochę kulejąc działa ale niestety bez nowej płyty się nie obejdzie :( Zrobiłam kilka nowych talerzy - powoli wpadam w klimat świąteczny, niestety jakość zdjęć nie jest zadowalająca.

Znalazłam jeszcze jeden "wolny" talerz. Całkiem ładnie wyszło mi tło - przecierka na szkle nie jest łatwa ;) Kwiatek tylko jakoś tak nie za bardzo mi się udał...

Talerze, talerzyki i miseczki - jeszcze w wersjach monochromatycznych, choć już szukam natchnienia na kolor :)

Zaszalałam dziś i kupiłam dwie lampy do robienia zdjęć. Nie mam jeszcze namiotu bezcieniowego, ale wydaje mi się, że zdjęcia wyglądają już lepiej. Poza tym wpadłam w twórczy wir :) Ale najbardziej dumna jestem z butelki na wino. To właściwie pierwsza nie monochromatyczna praca - pierwsza, bo się nie bałam mieszać kolorów i eksperymentować :)


Dwie filiżanki Felicja i Staś, które zalotnie na siebie spoglądają. na spodeczku pod filiżankami jest taka sama miniaturka twarzy.

Kubasek z kwiatuszkiem, na zakończenie lata właśnie wysechł. Muszę go jeszcze tylko wypalić, żeby utrwalić farby. Myślę, że kawa lub herbatka będzie smaczniejsza.

Zasypało, zawiało... biały puch panuje w całym moim mieszkaniu. Wczoraj Rudy na spacerze wdepnął w wiadomo co :) Chcąc nie chcąc o północy zaliczył kąpiel. Nie wiem komu się bardziej nie chciało - jemu czy mnie. Dziś mnie unika jak tylko może - jeszcze musi wpaść pod szczotę, bo dopóki tego nie zrobię wszędzie będą się walały jego kudły.


Nie mam aktualnego zdjęcia czyściocha, bo obiektywu też nie lubi :)

Tak na sam początek pochwalę się... pracą mojej mamy :) Wisi nad moim łóżkiem i codziennie uświadamia mi, że tu gdzie jestem teraz, nie ma tego co kocham najbardziej...

mam i ja... swojego bloga...