Nie u mnie niestety, ale u Brises ;) Straaasznie kolorowo i smakowicie.
I kolejne candy: tym razem u Charlene
Candy u Leny Katrine
Taaa, tak sobie myślę, że może czas na candy u mnie? W końcu wkrótce moje imieniny :) Musze przejrzeć zasoby. Zaglądajcie ;)

W tym roku z powodu wielkich zmian zostajemy na Święta w Warszawie. Ale są tego plusy :) ominie mnie raisefiber, która zawsze mnie dopada na początku grudnia. Mamy nawet ubraną choinkę, bo w poprzednich latach nie zawsze nam się udało ją ubrać, poza tym nie bardzo był sens, skoro nie było nas w domu. A tak drzewko pachnie, sypie igiełkami. Wprowadziliśmy nią w lekkie osłupienie naszego Kota :)
Korzystając z okazj, że mam chwilkę na zasiądnięcie do komputera pragnę wszystkim Zaglądaczom złożyć świąteczne życzenia.
Do Siego Roku :)

Ależ się u mnie dzieje...
Sklep paluszkami.pl zmienił właściciela. Ciężko mi z tym, bo przecież powstawał od zera. Włożyłam w niego mnóstwo czasu i serca. K. mówił, że traktuję go niemal jak dziecko - coś w tym jest ;)
Ale po 4,5 roku przyszedł czas na zmiany. Oczywiście korzystne :) Nowym właścicielom życzę wszystkiego najlepszego.
Oczywiście nie spoczęłam na laurach. Nadal kontynuuję niektóre z moich projektów, np.: Kreatywne Dzieciaki, które liczę, staną się bardziej znane i popularne. Poza tym wróciłam do pracy na fajnych warunkach, ale najważniejsze dla mnie jest to, że mogę wykorzystać zdobytą w Paluszkami.pl wiedzę.
Jak mówił Seneka "wiem, że nic nie wiem" - uczymy się przez całe życie.
Rozpoczynając tę nową drogę mam nadzieję, że będę miała więcej czasu dla rodziny i moich pasji. Ostatnio w ogóle nie kartkuję, nie tuszuję. Tęsknym okiem tylko spoglądam na warsztacik.
Zbliżają się Święta, czasu coraz mniej, a prezentów nie przybywa. Pomysłów też - czarna dziura... muszę wziąć się w garść.

Pozdrawiam Zaglądaczy.

A na koniec jak zwykle komunikat o kociaku ;)
Mohito zastała przechrzczona na Misiafkę, bo nazwa nie była pedagogiczna ;) Nadal szuka domu, K. coraz bardziej traci cierpliwość, Kot nie chce się z nią zaprzyjaźnić. Niby już nie atakuje, ale fuka i prycha. A ona taka słodka jest. Zresztą, sami zobaczcie:

Uwielbiam jesień... kiedy świeci słońce, czerwone liście padają do stóp, świszcze wiatr... Na szczęście u mnie właśnie taka jesień za oknem, więc na razie wszystkiego mi się chce :)
Swoją drogą, podobnie jak niektóre z Was otworzyłam sezon na Boże Narodzenie - na razie nie kartkowy ale powoli przygotowuję prezenty dla najbliższych choć właśnie dowiedziałam się, że raczej w tym roku się z Nimi nie zobaczę... Na razie staram się o tym nie myśleć, żeby nie złapać doła i nadal pracuję w zespole z moją maszyną do szycia :) Tak więc poniżej uchylę rąbka tajemnicy (mogę, bo ewentualni odwiedzacze pod choinką znajda coś innego ;))
W pierwszej odsłonie Tildowe Janielice - w sumie mam ich już 5, przy czym pierwsza znalazła dom :)
A teraz raport o kotkach... Niestety, maluchy miały zapalenie płuc i najsłabsza, ruda kotka nie dała sobie z nim rady... Strasznie ciężko to przeżyłam - w efekcie K. powiedział, że pierwszy i ostatni raz przygarniamy do siebie na tej zasadzie zwierzaki, bo On nie poradzi sobie więcej z takim ładunkiem emocji... 
Ale wczoraj, do nowego domu wyprowadziła się Lila - szara, podobna do kociaka z reklamy Whiskasa kotka. U nas pozostała Mohito - słodycz w prążkowanych leginsach ;) Chętnych zapraszam - mała jest zdrowa, odrobaczona, nauczona przytulania i w pełni samodzielna - potrafi jeść i korzystać z kuwety. 
I obłaskawiła Kota - pozwala się jej do siebie przytulać :)
 Tu jeszcze dwa maluchy.
 Mohito znalazła sobie odosobnione miejsce do spania - w łazience, obok kuwety, przy gorącej rurze... Położyłam jej ręczniczek, ale mimo wszystko tak mi jej trochę szkoda... Ale za to gdy pracuje przy komputerze, kładzie się mi na kolana.

Maluchy dotarły, choć okazało się, że zostały już tylko trzy. Mamy więc jednego kotka i dwie dziewczynki. Od razu odwiedziliśmy naszego weterynarza, gdzie kluseczki zostały obejrzane i odpchlone.
Wcześniej przygotowałam dla nich schronienie - pożyczyłam wielką klatkę po króliku - tak na wszelki wypadek, gdyby Kotu zachciało się polowań. Mamy tez specjalne mleko zastępcze i pipetę, a kociaki bardzo szybko załapały o co chodzi.
Tak jak się spodziewałam Maksior pełzająco piszczące tłumoczki przyjął do rodziny, Kot natomiast jest na mnie śmiertelnie obrażony. Syczy, prycha nawet mnie unika - bo przecież pachnę konkurencją (swoją drogą chyba się wystraszył, że chcę go wymienić i zaczął korzystać z kuwety ;)
A na koniec porcja zdjątek. Ruda kotka ma już domek. Los jej rodzeństwa jeszcze do końca się nie rozstrzygnął - może ktoś przygarnie?
 Inwazja na Maksiora
I wkurzony Kot

A teraz mniej radosne informacje/ ogłoszenie. We wsi obok naszej rodziny okociła się kotka. Kociaki wczoraj miały jakieś 3-4 dni i miały zostać... zamordowane. Ponegocjowałam trochę i mam po mnie wrócić za dwa tygodnie. Do tego czasu będą miały prawie 3 tygodnie. Szukam dla nich domu. W chwili obecnej są cztery - mam nadzieję, że przetrwają wszystkie. Poniżej kilka fotek - mama była na polowaniu więc nie protestowała, a ja starałam się szybko skończyć sesję... 
Mam nadzieję że uda mi się dla nich znaleźć dom - ja niestety nie mogą - mam psa i kota i alergię, a podejrzewam, że dwa koty to będzie za dużo nawet dla mojego nosa...

Taaa, w miniony weekend byliśmy u rodziny na wsi. Miło było bardzo, pogoda dopisała. A teraz o wodzie. Niedaleko domostwa płynie rzeka - niewielka, ale nawet ona potrafi wylać. Na szczęście domy stoją na tyle daleko, że wylewy nie czynią większych szkód. W tym roku rozlewisko jest o wiele większe niż w latach poprzednich. Dość, że utworzyły się piękne widoki. Ale najbardziej z wody cieszył się Maks. Przy okazji - jakiś czas temu dowiedziałam się, że goldeny nurkują. Nigdy nie udało mi się tego uwiecznić aparatem - do wczoraj ;)
Woda! Woda!  Czuję wodę!
 No wyłaź, co za niedobry korzeń!
A może upoluję jakąś żabę? Pańcia się ucieszy!
Jeszcze trochę popływam...
A tu pozostałe widoki ;)

Wakacje właściwie się skończyły... Przynajmniej wg pogody, która nas nie rozpieszcza. W ramach testowania foliowych baz zrobiłam takie oto trzy zakładeczki. Dla zainteresowanych, do kupienia w Decobazaarze.
 a z tyłu są podklejone papierem w różnych kolorach, dla przykładu jedna z nich:
 Technika? Baza ze Srapińca, obrazek z zasobów, klej do decu na szkle, tusz, i gruby papier czerpany. Niebawem foto-kurs na paluszkowym blogu.
 
A teraz opowiastka :) Kiciol z racji naszego zamieszkania w bloku nie jest wychodzącym na dwór kotem. Teoretycznie. Ale jako, że przy każdym wyjściu Maksa na spacer Kot miaukotał z zazdrości, kupiłam szeleczki i smycz. Trochę ruchu przyda mu się, bo po ostatnich chorobach przytył. No więc, gdy Kot chce iść na dwór siada pod drzwiami i miaukocze. Robi tak w dzień, nocą niestety też mu się zdarza. Na podwórku Kot próbuje polować na okoliczne gołębie i ew. rzuca się na próbujące się zapoznać z nami psy... Po kilku nie przespanych nocach, postanowiłam wychować Kota. Wyglądałam deszcze prawie z utęsknieniem :) No i dziś nadeszła taka chwila, że Kot ubrany w szeleczki rozpędził się z klatki na betonik... a tu... zimno i mokro pod łapkami... ale na dodatek coś na głowę kapie... Oburzony i zniesmaczony wycofał się pod daszek, pomyślał, podumał i z miauknięciem cofnął się do domu. Teraz śpi, a gdy potrząsam jego smyczą udaje, że nie słyszy i nie rozumie o co mi chodzi :) Może dzisiejszą noc prześpię bez koncertów ;)
EDIT: jeden z moich ulubionych filmów o kotach:

Wow, ale długo tu nie zaglądałam... nie znaczy to, że przez ten czas się obijałam :) nie miałam czasu o tym pomyśleć. Powstało kilka prac, ale robione były na wczoraj, nawet nie zdążyłam ich porządnie obfocić. Trudno.
Poza tym mamy półmetek wakacji. Zdążyłam się wybyczyć przez tydzień w górach - urzeczeni klimatem i widokami wróciliśmy w tym roku w okolice Szklarskiej Poręby. Najchętniej bym się tam przeprowadziła...
Uwielbiam tamtejsze powietrze i wszechobecną zieleń. W tym roku postawiliśmy na łażenie - zabytki zwiedziliśmy w zeszłym roku. Polecam, naprawdę :)
A teraz realizuję kilka kolejnych projektów, trochę piszę (po pierwszych recenzjach usłyszałam, że ma się pocić nad tym dalej, więc mniemam, że to nie gniot).
Jakiś czas temu uszyłam koleżance królika. Wczoraj robiłyśmy sesję zdjęciową, na potrzeby jednego z projektów. I tu pytanie. Jak można dać jej na imię? Na razie roboczo nazwałyśmy ją Muffy.

Trochę przy okazji, ale trochę też na własne potrzeby, które się zbiegły z pomysłami dziewczyn z Polki Scrapują powstały dwa słoiki.
Pierwszy owocowy dla mojej Babci, która uwielbia suszone owoce. Jako diabetyk ma ograniczone możliwości, postanowiłam więc obdarować Ją suszonymi buraczkami :) które zapakuję w takie coś:
Moja Mama, na zbliżający się Dzień Matki, jako załącznik do odwiedzin (już odliczam dni do wyjazdu). Mama uwielbia białą czekoladę, najlepiej w połączeniu z truskawkami. mam nadzieję, że da mi się znaleźć takie pralinki :)
A na koniec, rzutem na taśmę zrobiłam pudełko na herbatę - muszę jeszcze coś dobrego kupić :) Niestety, mam nieodparte wrażenie, że za bardzo podobne do trumny lub katafalku... Nie mam pomysłu, co z tym zrobić...
No a na sam koniec napiszę, że jestem straszliwie szczęśliwa, bo już wkrótce odbędzie się kolejny zlot Scraperek. Mam nadzieję, że uda mi się na nim być. Muszę podkasać rękawy i przygotować kilka prac konkursowych i oczywiście pudełko :)
I jak zwykle trochę reklamy :) kwiatki, brokaty ze sklepu scrap.com.pl, papiery z zasobów kiedyś kupionych (nie pamiętam skąd) a farby z moich paluszków ;)

Tak mówi nasze stare przysłowie. na ostatnim spotkaniu "szkoleniowym" - z braku miejsca szkolenia prowadzę na razie w domu powstawały kartki na zbliżający się Dzień Matki.
I trochę reklamy :) Zakupowałam w sklepie scrap.com.pl,  z którego pochodzą: niektóre papiery, ćwieki i brokat.

O rany, już od ponad miesiąca tu nie zaglądałam. Nie żebym zapomniała, po prostu tyle mi się zwaliło na głowę, że niespecjalnie mam czas na przyjemności. Scrapki pokrywają się kurzem, a ja mogę tylko pomarzyć o wolnej chwili...
Jakiś czas temu okazało się, że Kot jest za gruby, a weterynarz kazał przejść mu na dietę i pilnować, żeby nie podjadał w misce Maksa. Cóż, biedny Kiciol, zjada mniejszą rację, ważoną na wadze i oprócz tego został zaktywizowany spacerami. Tu jego pierwsza poza balkonowa wizyta w specjalnie na ten cel zakupionych szelkach.
I towarzyszący mu Maks, który zdecydowanie bardziej się cieszył ze spaceru :)
Jak co roku odwiedziliśmy również Zoo. Najbardziej podobały mi się straasznie znudzone kotowate.
Poza tym udało mi się popełnić hurtowo kilka notesików - prezentów, przy okazji urodzin. Niestety z braku  czasu są one w takiej a nie innej formie (za co strasznie mi wstyd).
A tutaj efekt wspólnej zabawy z dziewczynkami :)
I co dalej? Wielkimi krokami zbliża się Dzień Matki. Mam nadzieję że nie dam ciała i zdążę coś zrobić, zapakować i wysłać...