Znalazłam jeszcze jeden "wolny" talerz. Całkiem ładnie wyszło mi tło - przecierka na szkle nie jest łatwa ;) Kwiatek tylko jakoś tak nie za bardzo mi się udał...

Talerze, talerzyki i miseczki - jeszcze w wersjach monochromatycznych, choć już szukam natchnienia na kolor :)

Zaszalałam dziś i kupiłam dwie lampy do robienia zdjęć. Nie mam jeszcze namiotu bezcieniowego, ale wydaje mi się, że zdjęcia wyglądają już lepiej. Poza tym wpadłam w twórczy wir :) Ale najbardziej dumna jestem z butelki na wino. To właściwie pierwsza nie monochromatyczna praca - pierwsza, bo się nie bałam mieszać kolorów i eksperymentować :)


Dwie filiżanki Felicja i Staś, które zalotnie na siebie spoglądają. na spodeczku pod filiżankami jest taka sama miniaturka twarzy.

Kubasek z kwiatuszkiem, na zakończenie lata właśnie wysechł. Muszę go jeszcze tylko wypalić, żeby utrwalić farby. Myślę, że kawa lub herbatka będzie smaczniejsza.

Zasypało, zawiało... biały puch panuje w całym moim mieszkaniu. Wczoraj Rudy na spacerze wdepnął w wiadomo co :) Chcąc nie chcąc o północy zaliczył kąpiel. Nie wiem komu się bardziej nie chciało - jemu czy mnie. Dziś mnie unika jak tylko może - jeszcze musi wpaść pod szczotę, bo dopóki tego nie zrobię wszędzie będą się walały jego kudły.


Nie mam aktualnego zdjęcia czyściocha, bo obiektywu też nie lubi :)

Tak na sam początek pochwalę się... pracą mojej mamy :) Wisi nad moim łóżkiem i codziennie uświadamia mi, że tu gdzie jestem teraz, nie ma tego co kocham najbardziej...

mam i ja... swojego bloga...