To było moje pierwsze opowiadanie :) popełnione daaawno temu, bo mniej więcej w 98/99r. Powrzucam tutaj te moje wypocinki. Mile widziane komentarze :) Kiedyś wysłałam kilka do F. W. Kresa - wtedy jeszcze do kącika złamanych piór w nieistniejącym niestety Feniksie- diagnoza była całkiem miła, m.in. że jestem miła jak czarna gangrena :) No to poczytajcie:
„Obsługa interesantów od 800 do 1300” – głosił napis na drzwiach. Wszedłem do środka. Za biurkiem siedziała młoda, uśmiechnięta urzędniczka.
- Słucham pana ? – niedbałym ruchem ręki odgarnęła opadające na twarz włosy.
- Chciałem się zarejestrować. – usłyszałem swój zachrypnięty od strachu głos.
- Zawód wyuczony ?
- Bez zawodu ... – poczułem jak pocą mi się dłonie.
- Zawód wykonywany ? – podniosła głowę. Uśmiech znikł z jej twarzy.
- Jako kto pan pracował ? Poproszę pana świadectwa pracy.
Trzęsącymi się dłońmi wyciągnąłem wszystkie dokumenty jakie posiadałem i rozsypałem je przed nią na biurku.
- Tak ... widzę, że jednak ma pan zawód. – zawiesiła głos – mam dla pana pracę. Uśmiechnęła się tryumfująco.
Wyszedłem z urzędu. Wybiegłem. Uciekłem. Byle dalej.
Urodziłem się 25 lat temu. Gdy miałem 10 lat moi rodzice sprzedali mnie. Wybaczyłem im to. Miałem siedmioro rodzeństwa, które trzeba było wykarmić, a ja byłem najmłodszy. Wcale im się nie dziwię.
Ludzie, którym mnie sprzedali skupywali dzieci, które potem przysposabiali do nowej roli w życiu.
Przez dziesięć lat uczyłem się jak chodzić, mówić. Za każdy niepożądany gest czekała mnie kara. W szkole było nas pięćdziesięcioro. Dziewcząt i chłopców. Nie wszyscy dotrwali do końca. Wiele od nas oczekiwano nie dając nam niczego w zamian. Zdarzały się też osoby o słabej psychice. Czasem pobyt w szkole przypominał tresurę. Tak mi się wydaje, bo widziałem kiedyś film o zwierzętach w cyrku.
Po 10 latach nauki czekał nas egzamin. Dopiero wtedy dowiedziałem się czego się nauczyłem. Skierowano mnie do jednej z sal. Nagle poczułem to: najpierw delikatne muśnięcie. Powoli, od karku począwszy wyczułem zimne jak lód palce. Stopniowo cały znieruchomiałem – byłem jakby zamrożony. I wtedy krótkie ukłucie. Co było później ? Nie pamiętam.
Na drugi dzień dostałem świadectwo szkolne z wpisanym zawodem. Gdy opuszczałem szkołę dostałem adres, pod który miałem się zgłosić. Posłusznie udałem się tam, chyba zawsze będę tego żałował.
To był blok. Taki, jakich pełno w każdym mieście. Zapukałem pod wskazany numer. Oczom moim ukazała się starsza pani. Zza jej pleców wyglądała pozostała część rodziny: młode małżeństwo i ich troje dzieci. Powiedziałem kto mnie przysłał, pokazałem posiadane dokumenty, wśród nich szkolne świadectwo.
Po wstępnej rozmowie, która przebiegła pomyślnie, pokazano mi, gdzie będę mieszkał. Ładny, słoneczny pokój. To jest coś. Mam swój pokój. Pracę. Zdziwiły mnie tylko kraty w oknach i potężna zasuwa w drzwiach. Po godzinie zawołano mnie do kuchni. Obiad był podany. Wszystkie spojrzenia domowników były zwrócone na mnie. Poczułem się wybrany. Czekali na mnie z posiłkiem. Ale kiedy zjedliśmy, oni wciąż na coś czekali. Zauważyłem to po ich ukradkowych spojrzeniach i nerwowych ruchach. W końcu nie wytrzymałem tej niezręcznej sytuacji i spytałem się czego ode mnie chcą.
Odpowiedź przyszła znienacka. Znowu poczułem ten obezwładniający chłód i ukłucie ...
Byłem SPRZEDAWCĄ. Sprzedawałem swoją krew. Przez pięć lat. Wczoraj, gdy wszyscy spali udało mi się uciec.
Rano miejska policja znalazła ciało młodego mężczyzny. Siedział oparty o drzewo w parku.
- Straciliśmy kolejnego sprzedawcę, to już chyba piąty w tym tygodniu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz