Niestety, dwa tygodnie przeleciały nam jak woda przez palce. Tak jak sobie obiecywaliśmy było trochę ruchu, trochę intensywnego zwiedzania i trochę zwykłego wylegiwania się na trawie :)
Szkoda, że kolejne za rok... ale ja już planuję trasy :) (oglądać od dołu ;)

A na pożegnanie jeden z zachodów słońca nad jeziorem Drawskim :)



W Czaplinku większość czasu upływała nam na ogniskach, grillach, łapaniu ryb i graniu na gitarach. Totalne nic nierobienie :)



Rozpadający się młyn nad rzeką Drawą.



Góry Stołowe pożegnaliśmy głodni zwiedzania i widoków, bo niestety mieliśmy mało czasu. Wiezieni przez naszego kangurka do domu planowaliśmy kolejny wypad - tym razem na wielkie byczenie się w Czaplinku. Miałam tylko parę godzin na przepakowanie walizek, ale udało mi się niczego nie zapomnieć :) A na miejscu, po odespaniu podróży odkryliśmy m.in. gród słowiański, w którym dzieciaki mogły stać się prawdziwymi wojami, a bardzo miła dziewczyna przybliżała chętnym obyczaje panujące u naszych przedpiastowskich przodków. A ja znalazłam pod warsztatem tkackim owcze runo :)



Ostatnim punktem w Kudowie było Muzeum Zabawek. W prywatnej kamienicy, na przestrzeni kilkudziesięciu metrów kwadratowych zgromadzono niesamowite eksponaty. Niektóre zabawki pamiętam z własnych zabaw, ale większość z nich podziwiałam z mocno padniętą szczęką. Piękne, ręcznie wykonane, misternie rzeźbione mebelki, porcelanowe buźki... Polecam to miejsce, bo zbiór nie dość, że ogromny to na dodatek unikalny.





Kuźnia w SGZ - niestety nie było kowala, ale załapaliśmy się na pokaz garncarstwa. Poza tym, na terenie muzeum są bażanty, owce, kozy, i młode dziki. Mozna spróbować własnoręcznie wypieczonego chleba z domowym smalcem, zobaczyć stare krosna tkackie oraz młyn.



Szlak Ginących Zawodów w Kudowie to miłe miejsce, gdzie zgromadzono wiele starych eksponatów, m.in taki oto domek dla lalek.



W oczekiwaniu na zwiedzanie Kaplicy Czaszek w Kudowie. Przyznam się, że do tej pory mam mieszane uczucia po wizycie w tym miejscu. O ile samą kaplicę (ideę i przesłanie) mogę zrozumieć o tyle nie rozumiem pokazywania zgromadzonych pod kaplicą szczątek. Ten element można sobie darować.Nie podobały mi się również ułożone na ołtarzu kości czaszek i udowe - wiem, to trochę jak w muzeum, ale zwyczajnie, w połączeniu z beznamiętnym głosem zakonnicy pełniącej rolę kustosza było to po prostu niesmaczne.



Posążek zdobiący werandę jednego z domów w Wambierzycach. Taki beztroski, że zdawałoby się można zobaczyć jak macha gipsowymi nóżkami :)



Bazylika w Wambierzycach (oczywiście pod światło, ale efekt zamierzony) W samych Wambierzycach poza Bazyliką znajduje się również Droga Krzyżowa, choć o ile się nie mylę stacji jest ponad 150 - obejmują całe życie Jezusa. Każda stacja niesie za sobą poza przesłaniem piękne prace malarzy, rzeźbiarzy. Nie obejrzeliśmy wszystkich, ponieważ rozsypane sa po całej miejscowości a Misiak był już zmęczony, więc odpuściliśmy....



Tym razem bazą wypadową był Radków- urocze, ciche miasteczko. Hotel, w którym się zatrzymaliśmy mieścił się w starej kamienicy zaadaptowanej na potrzeby hotelu. Wnętrze było bardzo gustownie zaaranżowane.



Również niedaleko Kudowy znajduję się Szczeliniec Mały i Duży. Niestety obejrzeliśmy go z dołu, bo do wspinaczki zniechęciły nas tłumy na jego szczycie. Do Szczelińca i Błędnych Skał jedzie się baardzo krętą szosą - stu zakrętów. K. musiał się nieźle nakręcić kółkiem.



Na zwiedzanie Karkonoszy mieliśmy dwa dni. Udało nam się zobaczyć zaledwie promil tego, co warto, co chcielibyśmy. Niestety jak dla mnie przerażająca była liczba turystów, chwilami czekaliśmy w kolejce, żeby dopchać się do jakiejś atrakcji. Noclegi mieliśmy w Przesiece, skąd blisko było wszędzie, a i sama miejscowość ma kilka atrakcji,np.:Chybotka, Kamień Waloński w którym odcisk zostawił Obcy ( temat E.v.Denickena), wodospad. Malowniczo położona Przesieka, w której główna ulica wspina się po zboczu góry wyżej i wyżej :) A stamtąd pojechaliśmy przez Czechy w Góry Stołowe. Pierwszym etapem były Błędne Skały w okolicy Kudowy Zdrój - niesamowicie wydrążony przez naturę labirynt skalny.



Kościół Wang w Karpaczu. Nie przepadam za zwiedzaniem kościołów, kaplic i innych uświęconych miejsc - z założenia są piękne i czasem aż oczy bolą od przepychu. Ten kościółek jednak jest nietypowy, bo poza tym, że bardzo stary, pierwotnie został zbudowany w Norwegii aby uchronić go przed ruiną przeniesiony do Karpacza. Jego inność jest tym większa, że na drewnie pełno jest rzeźb Wikingów, bo podobno drewno wykorzystane do jego budowy pochodzi z łodzi Wikingów. Tak więc połączenie wspaniałej sztuki ludów północy i brutalności pogan dało dzieło niesamowite.


Ale warto wdrapać się na tę górę, bo zamek, mimo iż w ruinie robi wrażenie. Jest tam również schronisko, ale na samą myśl o wdrapywaniu się wraz z plecakami poddaję się :) Poza tym, na zamku straszy duch księżniczki, a wakacje z duchami to niekoniecznie to, co chciałabym robić ;)



Na pewno znacie legendę o wrednej księżniczce Kunegundzie i dzielnym rycerzu, który aby pojąć ją za żonę przebył trudną drogę wokół góry. My idąc na własnych nogach chwilami mieliśmy dość, nie dziwię się więc, że rycerz dotarłszy na dzieciniec zamku Chojnik wzgardził okrutną Kunegundą. Idąc na górę polecam szlak czerwony - jest łatwy, natomiast zejście szlakiem czarnym chilami przypominało drogę przez mękę.


Okolice wodospadu Kamieńczyka w Szklarskiej Porębie i sam wodospad.





Zaczęliśmy od spływu kajakowego rzeką Krutynią na Mazurach. W sumie pokonaliśmy jakieś 26km - Misiak się trochę wynudził w kajaku, ale nawet jemu udzielił się wakacyjny nastrój.

3 komentarze:

Rachel pisze...

ale super wyprawa:)))

Anek73 pisze...

No to ja zapraszam do siebie - mieszkam w Kłodzku i dość regularnie zamieszczam informacje o atrakcjach Kotliny :) Znajdziesz u mnie zarówno zdjęcia obiektów, które tu zaprezentowałaś (Wang, Muzeum Zabawek itp), jak i relację z wambierzyckich stacji Drogi Krzyżowej - 3 lata temu poświęciłam pół dnia, aby je wszystkie odnaleźć - są fascynujące :) Niedaleko Kudowy - w Jarkowie - jest drugi w Polsce Ogród Japoński - o wiele ładniejszy od tego wrocławskiego :) :) :) Zapraszam :)

Pozdrawiam z Kłodzka - Ania

http://anek73.blox.pl - czyli "Przystanek Kłodzko 3" :)

Claoodia Art pisze...

Ach, przypomniały mi się wakacje w Kotlinie Kłodzkiej z których wróciłam 3 dni temu ;) super zdjęcia i super wyprawa :) pozdrawiam

Prześlij komentarz