Tym razem padło na Białowieżę. Misialdo poprosił magiczne dęby o urodzinowe prezenty, my też coś tam im poszeptaliśmy. Potem zrobiliśmy sobie piknik na zeszłorocznej trawie złożony głównie ze świątecznych frykasów, które przytargałam ze sobą w plecaku. Ukoronowaniem wycieczki było zwiedzanie białowieskiego zwierzyńca. I tam spotkała mnie niemała niespodzianka :)
Wylegujący się na słońcu zaskroniec, którego trochę zaskoczyliśmy.
Kochane magiczne drzewo, chciałbym prosić....
Oczywiście żubry...
Żubroń, którego równie dobrze można nazwać turoniem
Łoś
Przeżarte dziki, które słodko chrapały
Sarenka
Ryś, którego nie udało się sfotografować inaczej niż zza siatki ochronnej
Oraz... moje ukochane WILKI :)
Te piękne zdjęcia zawdzięczam K., któremu udało się znaleźć lukę w ogrodzeniu i całkiem ładnie wykadrował te piękne zwierzęta. Szkoda tylko, że muszą być w niewoli...
Parę fotek zatem:
0 komentarze:
Prześlij komentarz