Jak wielokrotnie wspominałam jestem nałogowym pochłaniaczem książek. Czytam wszędzie, na komputerze, na komórce, w tradycyjnej wersji papierowej. Książki otaczają mnie zawsze i wszędzie. Ostatnio zaczęłam poszukiwać jakiegoś fajnego i w pełni oddającego mój nałóg nazewnictwa. Oto pomysły, jakie dostałam od mojej ukochanej siostry :)
- filantrup (wielbiciel kryminałów),
- tańcząca z książkami - tańcząca z księgarzami
- tańcząca między regałami
- trzeźwa (lub nie) bukoholiczka
- pochłaniacz treści
- pochłaniacz opowieści
- zabukowana inaczej
- napowietrzacz do książek (polecany do bibliotek)
- nadmuchnica papierowa
Ogłaszam więc, że od dziś proszę nie mówić o mnie mól książkowy bo w moim przypadku to nieadekwatne określenie. Od dziś jestem... BUKOHOLIKIEM. Czy są jakieś terapie dla takich jak ja?
A co czytałam? Ugryzioną, Mojego najdroższego wroga, Szeptem, Jak poślubić wampira milionera, Anita Blake - 4 części, Klub Umarłych, Melancholia Sukuba, Magia kąsa, Dziewiąty Mag, Pamiętniki wampirów wszystkie 6 części... to mniej więcej lektura z trzech ostatnich tygodni. W kolejce czekają jeszcze nowości które już są, lub jutro będą. Najgorsze jest to, że mogłabym przehulać w księgarni całą wypłatę, a i tak nie zaspokoiłabym mojego apetytu. A, i nie samą fantastyką żyję ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz