Skoro okres przedświąteczny został otwarty w przedszkolu Młodego postanowili go również otworzyć. A żeby było bardziej z rozmachem do końca listopada (czyli do jutra) trzeba przynieść szopkę...
NIGDY do tej pory się za ten temat nie brałam, bo wydawało mi się, ze raczej polegnę. Za namową Młodego, jego wychowawczyni i trochę swoją (!!!) postanowiłam spróbować. A jako, że uwielbiam takie tematy zostawiać na ostatnią chwlilę do roboty zabrałam się wczoraj. Tzn. wczoraj wybraliśmy sie do lasu po korę, gałązki itd. Artefakty były strasznie mokre, wylądowały więc na gazecie pod kaloryferem. Nad schnięciem czuwał Kot :)



Dziś niestety nie mogłam się wymigać i trzeba było wziąć byka za rogi. Tylko, że nie miałam koncepcji jak to wszystko połączyć :( Na szczęście K. postanowił wspomóc mnie w moich dążeniach do połączenia kawałków kory w całość i pomógł mi mocno. Naprawdę bardzo. Bez Niego chybabym odpuściła. Efekt wspólnej pracy poniżej. A teraz siedzę, patrzę na nasze cudo i zastanawiam się, czy zanieść je do przedszkola :) Może nakłamię, że Kot ją zjadł ;)







A najbardziej podoba mi się gwiazda wycięta z kory brzozy :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz