Można się śmiać - ze mnie oczywiście. Nie jest tajemnicą, że lubię fantastykę. Jakoś tak wyszło, że to najulubieńsza moja gałąź literatury, którą pochłaniam w ilościach wprost nieprzyzwoitych. Mówię tu zarówno o książkach kosmiczno-cybernetycznych jak i fantasy od Tolkiena poczynając a kończąc na Patricii Briggs. Uwielbiam też takie kino poza horrorami - nie lubię się bać, a na dodatek po seansie oglądanym z=spod poduszki boję się gdziekolwiek chodzić sama - może to utrudniać życie, szczególnie zimą ;) Tak czy inaczej generalnie jestem na bieżąco jeśli chodzi więc o nowości rynkowe. Generalnie :) Jakiś czas temu K. wyciągnął mnie do kina na film z Keanu Reevs'em (tytułu już nie pamiętam ) taki fantastyczno-katastroficzny film - nawet mi się podobał. Pamiętam też, że przed filmem leciały zajawki do horroru Zmierzch. Zakodowałam, że to horrorom i omijałam. Nie skojarzyłam nawet tytułu książki, którą miałam w ręku ale za to wydawało mi się, że to kontynuacja Wywiadu z wampirem. Och, jakąż straszną pomyłkę wówczas popełniałam! Nieoczekiwanie, z okazji majówki pojechaliśmy w rodzinne strony naładować baterie wyczerpane ostatnimi czasy. Po spotkaniu z moją kuzynką uległam namowie i obejrzałam film (pod kołdrą, żeby nie obudzić Misialda i teściowej). Na drogę dostałam nawet płytkę do posłuchania. I normalnie na stare lata popadłam w zafascynowanie bliskie obłędowi filmem. Masakra! Na szczęście TYLKO filmem. Fabułą, treścią, klimatem, muzyką (nie mylić z aktorami :)) W efekcie uprosiłam K. na spóźniony prezent w postaci książki - mam tylko nadzieję, że kupi więcej niż jedną a co najważniejsze zacznie od pierwszej :) choć mogę się spodziewać wszystkiego. No to się przyznałam :) A co mi tam.

0 komentarze:

Prześlij komentarz