Wczorajszy dzień miałam z różnych przyczyn dosyć stresujący i wyczerpujący, postanowiłam więc przed wieczorną posiedziawką zregenerować się na chwilę. Zawinęłam się więc w kocyk, K. z Misialdem oglądał dobranockę. Nagle czuję, jak coś łazi po mnie i MAUCZY (nie miauczy) Próbowałam byś twarda... Po 10 minutach poległam. Wytrwałość Kota godna podziwu. Poniżej dla przykładu świetny filmik Simona -na szczęście nie dotarliśmy z Kotem do części ostatniej (wcześniejsze przerobiliśmy ;))
A nie spałam do 03 :) Czytałam. K. powiedział, że jestem niereformowalna :)
Pozdrawiam wszystkich Zaglądaczy i Czytaczy :)
0 komentarze:
Prześlij komentarz